Uznając wartość pamiętkową blogą, w obawie przed jego usunięciem przez władze blog.pl i ulegając namowom Matyldy i Kacperka, piszę oto tę notkę. Co prawda, będzie ona bliźniacza do tej znajdującej się poniżej, to znaczy jej cel będzie identyczny. Potrzeba uzewnętrznienia się na publicznym blogu skończyła się jakiś czas temu, prawdopodobnie wraz z procesem dojrzewania. Co nie zmienia faktu, że, jak pisałam wyżej, notka powstać musi.
Zacznjimy więc od podstaw, chociaz prawdopodobnie pisanie pewnych wiadomości mija się z celem, skoro przeczytają to ludzie, którzy tak czy siak doskonale o tym wiedzą. Studiuję prawo na UW. Chyba minęły już czasy, kiedy zastanawiałam się, co ja robię na tych studiach, chociaż czasami pojawi się jakaś wątpliwość, którą niestety trzeba szybko zepchnąć gdzieś poza granice świadomości, ponieważ mimo, że mogłoby się wydawać, że drugi rok to wciąż czas, by zmieniać kierunek studiów, to ja wcale tak nie uważam - dla mnie byłaby to porażka i tyle.
Jeśli chodzi o samo studiowanie, to w zeszłym roku było ciężko. Abstrahując już od procesów adaptacyjnych i nieprzyzwyczajenia do sporej ilości nauki (chociaż pisząc to, trochę się waham i może lepiej będzie dodać - do nauki takich a nie innych przedmiotów), doszły też kwestie zwiążane z samotnością. Drugie półrocze było pod tym względem lepsze. A drugi rok jest już naprawdę bardzo, bardzo dobry. Poza tym zeszły rok skończył się wyjątkowo dobrze pod względem naukowym, do dzisiaj trudno mi uwierzyć, że mogłam mieć takie oceny i chyba było w tym 90% szczęścia, a tylko 10% mojej wiedzy. W każdym razie, ciężko nie odczuwać teraz presji w zwiążku z poprzednimi wynikami i stypendium Rektora, ale chyba trzeba wyluzować i uświadamiać sobie (i przy okazji wszystkim wokół, w szczególności rodzicom), że drugi rok prawa skrajnie różni się od pierwszego i że tak naprawdę dopiero bedąc na drugim roku można w ogóle mówić o "studiowaniu prawa".
A przed nami Święta. Jakoś pierwszy raz od dobrych kilku lat mam swiadomość, że mogę przeżyć je w miarę spokojnie, że nic nie wisi mi nad głową, że jeśli się pouczę, to z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie dlatego, że mam jakąś olimpiadę, konkurs albo sesję. I dzięki temu zapowiada się wyjątkowo przyjemny czas w moim życiu. Tradycyjnie, na pierwszy dzień Świąt przyjedzie do mnie brat z narzeczoną i, mam nadzieję (a jak nie, to będą mieli ze mną do czynienia) Benno, czyli przeuroczy beagle, którym w wakacje opiekowałam się przez dwa tygodnie, do którego się całkiem przywiązałam, chociaż którego uwielbiałam tylko wtedy, jak spał i... nie chrapał. Poza tym wreszcie zobacze się z Olcią i może też z Heksą, Józią i Kacprem, jeśli spotkanie na Mysłakowie dojdzie do skutku. No i będę mogła czytać (a jest co, chociażby otrzymane już prezenty od Edyty, czyli "Stulecie detektywów" i od Matyldy "Północ Południe"), oglądać filmy (których ponagrywałam na dekoderze w Łowiczu tyle, że wolnych jest raptem parę procent miejsca, a wszystkie z gatunku takich, na które trzeba zarezerwować minimum dwie - trzy godziny, jak "Ben Hur" czy "Siedmiu samurajów") i seriale (chociaż tu akurat jest mały zgrzyt, bo na przykład Plotkara ma przerwę do 16 stycznia...).
Chyba powinnam jeszcze o czymś napisać, żeby nie było, że jest tylko o studiach, ale w sumie po wielu latach pewne sprawy przestały mnie obchodzić, w szczególnosci to, jak postrzegają mnie inni, ci, na których mi nie zależy. A skoro, jak pisałam wcześniej, prawdopodobnie tę notkę, jeśli w ogóle, przeczytają ludzie, na których mi zależy, nie widze sensu wysilania się bez sensu. Za jakiś czas może napiszę coś znowu, nieco mniej oderwanego od bieżących spraw.
Wesołych Świąt.
Piszę nową notkę! Zupełnie dla siebie!
Dobra, koniec świrowania. Zła jestem, bo szablonu za cholerę nie widać, za to powspominałam sobie trochę, poczytałam stare notki i się uśmiałam, zwłaszcza jak przeczytałam notkę o pięcioleciu i gęsiach za wodą, kaczkach za wodąn i moim tańcu z Kacprusiem w matematycznej :D Matko, sto lat tak na niego nie mówiłam. Teraz Kacper całkowicie znormalniał <no, powiedzmy, część mojej klasy pewnie by się z tą opinią nie zgodziła :D> i już nie odwalamy takich akcji :P Chociaż, chociaź... Hm, to co? Pochwalę się sama sobie, że otrzymałam... yyy... jak to się mówi? promocję z wyróżnieniem do klasy trzeciej mojego kochanego Chełmonka, że są wakacje, ze w jadę nad morze z Olcią (i rodzicielami, ale oni są tak dla picu :P), że jeżdzę już samochodem - no, na razie tylko eLką :D Ach, życie jest piękne.
Raz na sto lat trzeba napisać notkę, żeby mi nie skasowali bloga. To ile to już lat? 7? Czekam na 10. A od przyszłego roku pomyślimy nad czymś nowym na blogu, bo mam pewne plany... Ale to się jeszcze zobaczy.
Nikt tego nie przeczyta, więc mogę sobie ględzić, ile chce. Adieu! ;)
Początki pisania notki na blogu nigdy nie sa łatwe. Zawsze czuję, że powinnam napisac nową - w końcu ostatnia jest z czwartego listopada, ale jakoś nigdy nie mam weny, a może inaczej - nigdy nie ma tematu. Dlatego i tym razem tytuł pozostał pusty (przynajmniej na te chwilę) i zastanawiam się, czy w ogóle wypełnię tę rubryczkę. Hm, nawet wygląd blog.pl się zmienił - np. pisząc te notkę nie podkreślaja sie błedy, wiec przeprasam za literówki i brak polskich liter. Jakby to komuś robiło różnicę...
Pierwszy rok nauki w liceum za mną i dochodzę do wniosku, że te wszystkie opowieści jakie to liceum jest straszne to jakieś bzdury. No owszem, jest więcej nauki, ale mi przynosi ona o wiele więcej satysfakcji (przynajmniej z niektórych przedmiotów), człowiek wie do czego dąży i konsekwentnie stara się osiągnąć swój cel. A może to po prostu ja tak mam, że zawsze staram się wyznaczyć sobie jakiś cel, bo inaczej wydawałoby mi się, że moje życie jest puste? O matko, osoby czytające to chyba szczerze się zdenerwują za pisanie o szkole w wakacje :PP No przepraszam, ale chyba to normalne, że podczas szkoły w kołko myśli się o wakacjach, więc dla równowagi musi być odwrotnie? (oczywiście żartuje ;) ) No w każdym razie na wakacje też mam pewien cel, ale czy uda się go osiągnąc, to już zupełnie inna sprawa. Tak czy siak podchodzę do niego nieco tak, jak na wakacje przystało - czyli leniwie i bez większego zapału.
Zauważam, że wakacje każdego lata to zupełnie inna sprawa. Upływają "pod znakiem" czegoś zupełnie innego. Chociaż np. od dwóch lat od zakończenia sezonu niecierpliwie wyczekuję rozpoczęcia kolejnego - na szczęscie już siedemnastego lipca pierwszy mecz UEFA :) No własnie, EURO się skończyło i jakoś tak dziwnie jest bez piłki. Na szczęscie Hiszpania, moi faworyci od samego początku, wygrała i nie nieprzyjemnego uczucia, ze Niemcy-wieczni-farciarze wygrali :PP Z drużyny niemieckiej da się lubić tylko Podolskiego. Sympatyczny chłopak i ma poukładane w głowie, więc nie wiem, skąd ta cała nienawiść. No, ale niektórzy ludzie po prostu tak mają.
Chyba jednak nie powinnam zabierać się za pisanie notek, nie mając pojecia, co napisac. Aż mi głupio będzie umieścić reklamę na gg... :PP Ale inaczej nikt tego nie przeczyta, więc pisanie zupełnie nie będzie miało sensu ==' A swoją drogą to dziwne, że po tylu latach wciaz chce mi się trzymać przy zyciu scarletka.blog.pl Chociaż jakbym miała go usunąc, to należałoby to zrobić dawno temu, a teraz to Consuetude altera natura est.
Przedwczoraj byłam z Lukaszem na Opowieściach z Narnii :D Jak ktoś nie widział, to polecam, wbrew pozorom nie jest to baja dla dzieci :PP Swietna fantastyka, można odnaleźć wiele wspolnych cech z Tolkienem, a jak kogos to zachęci - to Kościoł popiera Opowieści z Narnii :D O, możecie też zobaczyć Kochanie króla. Swietna rola Portman. No, to chyba koniec kąciku Kultura ;)
I tradycyjnie pozdrowienia dla tych, którzy dotrwali do końca ;P
P.S. Jednak jakiś tytuł skrobnęłam :D
Początki pisania notki na blogu nigdy nie sa łatwe. Zawsze czuję, że powinnam napisac nową - w końcu ostatnia jest z czwartego listopada, ale jakoś nigdy nie mam weny, a może inaczej - nigdy nie ma tematu. Dlatego i tym razem tytuł pozostał pusty (przynajmniej na te chwilę) i zastanawiam się, czy w ogóle wypełnię tę rubryczkę. Hm, nawet wygląd blog.pl się zmienił - np. pisząc te notkę nie podkreślaja sie błedy, wiec przeprasam za literówki i brak polskich liter. Jakby to komuś robiło różnicę...
Pierwszy rok nauki w liceum za mną i dochodzę do wniosku, że te wszystkie opowieści jakie to liceum jest straszne to jakieś bzdury. No owszem, jest więcej nauki, ale mi przynosi ona o wiele więcej satysfakcji (przynajmniej z niektórych przedmiotów), człowiek wie do czego dąży i konsekwentnie stara się osiągnąć swój cel. A może to po prostu ja tak mam, że zawsze staram się wyznaczyć sobie jakiś cel, bo inaczej wydawałoby mi się, że moje życie jest puste? O matko, osoby czytające to chyba szczerze się zdenerwują za pisanie o szkole w wakacje :PP No przepraszam, ale chyba to normalne, że podczas szkoły w kołko myśli się o wakacjach, więc dla równowagi musi być odwrotnie? (oczywiście żartuje ;) ) No w każdym razie na wakacje też mam pewien cel, ale czy uda się go osiągnąc, to już zupełnie inna sprawa. Tak czy siak podchodzę do niego nieco tak, jak na wakacje przystało - czyli leniwie i bez większego zapału.
Zauważam, że wakacje każdego lata to zupełnie inna sprawa. Upływają "pod znakiem" czegoś zupełnie innego. Chociaż np. od dwóch lat od zakończenia sezonu niecierpliwie wyczekuję rozpoczęcia kolejnego - na szczęscie już siedemnastego lipca pierwszy mecz UEFA :) No własnie, EURO się skończyło i jakoś tak dziwnie jest bez piłki. Na szczęscie Hiszpania, moi faworyci od samego początku, wygrała i nie nieprzyjemnego uczucia, ze Niemcy-wieczni-farciarze wygrali :PP Z drużyny niemieckiej da się lubić tylko Podolskiego. Sympatyczny chłopak i ma poukładane w głowie, więc nie wiem, skąd ta cała nienawiść. No, ale niektórzy ludzie po prostu tak mają.
Chyba jednak nie powinnam zabierać się za pisanie notek, nie mając pojecia, co napisac. Aż mi głupio będzie umieścić reklamę na gg... :PP Ale inaczej nikt tego nie przeczyta, więc pisanie zupełnie nie będzie miało sensu ==' A swoją drogą to dziwne, że po tylu latach wciaz chce mi się trzymać przy zyciu scarletka.blog.pl Chociaż jakbym miała go usunąc, to należałoby to zrobić dawno temu, a teraz to Consuetude altera natura est.
Przedwczoraj byłam z Lukaszem na Opowieściach z Narnii :D Jak ktoś nie widział, to polecam, wbrew pozorom nie jest to baja dla dzieci :PP Swietna fantastyka, można odnaleźć wiele wspolnych cech z Tolkienem, a jak kogos to zachęci - to Kościoł popiera Opowieści z Narnii :D O, możecie też zobaczyć Kochanie króla. Swietna rola Portman. No, to chyba koniec kąciku Kultura ;)
I tradycyjnie pozdrowienia dla tych, którzy dotrwali do końca ;P
P.S. Jednak jakiś tytuł skrobnęłam :D
Zawsze pisząc notki na blogu mam mieszane uczucia. Z jednej strony mam masę rzeczy, którymi chciałabym się podzielić z czytelnikami. A z drugiej to jest blog, miejsce ogólnodostępne, z obawy przed wyśmianiem łatwiej jest przemilczeć wiele spraw.
Ostatnia notka była bardzo dawno temu, więc muszę się cofnąć do trzeciej klasy gim. Wyniki egzaminu i te na świadectwie były swietne :) Chociaż do końca czułam dreszczyk emocji, bez problemu dostałam sie do Chełmona.
Wakacje spedziłam na dworzu, w Lowiczu, troche w Wa-wie i tydzień we Władku. Przygód bez liku... nawet takich naprawde przerazajacych =='
No i jestem w klasie humanistycznej. Ludzie są w porzadku, początkowy entuzjazm nieco opadł, ale dalej oceniam ich pozytywnie :) Nauczyciele też sa swietni. Tylko masa roboty :/
Nigdy nie byłam kujonem, polegałam raczej na inteligencji, więc bałam się, że kiedy przyjdę do Chełmona będę musiała w kółko siedzieć nad książkami, a i tak jedyne oceny to trójki. Na szczescie myliłam sie. Chełmon - "nie taki diabeł straszny, jak go malują". Owszem, oceny poszły w dół, ale nie drastycznie. Kiedy na poczatku roku czułam sie zawalona robotą, byłam przybita. Ale z czasem wszystko zaczeło przynosic efekty i moje wyniki sa zaskoczeniem nie tylko dla mnie, ale tez dla mojej rodziny. Nie mam w koncu jeszcze zadnej jedynki :D Myślałam, że dużo pracuję, ale kiedy porozmawiałam z ludźmi z mojej klasy, wyszło na jaw jak bardzo sie myliłam. Jak można siedzieć całe noce i sie kuc?! Mi do tego brakuje nie tylko samozaparcia, ale tez zdrowia. Około 19 nie mam juz siły, żeby sie uczyc! Boże, ile gadki o szkole. A najdziwniejsze jest to, ze chyba profil humanistyczny jest tym najbardziej zapracowanym ==' I okazuje sie, ze niemiecki nie jest taki zły. Moj brat czuje do niego silna antypatie, ale okazuje sie, ze w sprawach jezykow łaczy nas tylko miłosc do jezyka angielskiego ;) Stwierdziłam, ze fajnie byłoby uczyc sie kilku jezykow. Tylko skad wziac na to czas?
Oczywiscie znowu zawalam sie robota. Pisałam z dziewczynami scenariusz na gale na 11 listopada, pisze do gazetki, biore udział w konkursie polonistycznym i jeszcze robie prezentacje o Tolkienie! Dobrze, że nie dałam sie namowic dziewczynom na konkurs historyczny, bo chyba bym umarła. Na historie przyjdzie czas w drugiej klasie, tak łatwo jej nie zapominam ;)
Okey, koniec o szkole. No, moge co najwyzej opowiedzieć o moich kochanych dziewczynach z klasy :) Okazuje sie, ze mam swoja paczke, złozona z pieciu osob :P Ola, Klaudia, Kasia i Magda sa swietne i wiem, ze moge na nie liczyc, dały juz tego swiadectwo. Mozna sie z nimi wygłupiac, chodzimy po korytarzach i smiejemy sie jak szalone :D Nie mozna sie z nimi nudzic :P Niestety w klasie jest tez pare osob, z ktorymi nie moge złapac dobrego kontaktu, ale mam nadzieje, ze to sie zmieni.
Jak zwykle w mojej głowie pełno jest dziwnych przemyslen. Ksiazki, wiersze, filmy - to wszystko sprawia, że myśli i marzeń jest coraz wiecej i wiecej. Weźmy chociaż "Zakochaną Jane". Można by pomyśleć, że to błahy film o miłosci, ale dla mnie sprawy twórczosci i miłosci sa bardzo wazne. Film bardzo mnie poruszył, kto by pomyslał, ze pisarka, której zakończenia ksiazek zawsze sa szczesliwa, tak naprawde nigdy nie zaznała piekna szczesliwej miłosci? Ja wciaz czekam. Czasem tesknota staje sie trudna do wytrzymania, ale zazwyczaj przechodzę nad nią do porządku zycia codziennego. Chwała dla Haliny Poświatowskiej i jej poezji, która nauczyła mnie pokory i cierpliwości.
Okey, tyle starczy. Pozdrowię tych, którzy przeczytają tę notkę. Komentujcie, jeśli chcecie coś dodać albo podzielić się swoimi przemyśleniami. Ja wracam do szarej rzeczywistosci. Jutro kartkowka (klasowka?) z fizyki. Uwielbiam dziwaczne zadania i wyimaginowane siły działajace na ciało. Ale od czego jest wyobraznia? Bedzie dobrze. Mam juz jedna trojke, a to naprawde wspaniała ocena z fizyki :D